Słońce leniwie zaczęło unosić się nad linią horyzontu, Ted powoli otworzył oczy jednak zamknął je z powrotem ponieważ raziły go promienie słoneczne."To dzisiaj"- pomyślał. Rzeczywiście, to był pierwszy września, dzisiaj rozpoczynał się jego trzeci rok w szkole magii i czarodziejstwa, Hogwarcie. Po pokoju rozniósł się dźwięk budzika. Chłopak powolnym ruchem sięgnął do niego i go wyłączył. Z na wpół zamkniętymi oczami wstał, przetarł je i sięgnął do szuflady szafki nocnej stojącej obok jego łóżka. Mocno pociągnął stalowy uchwyt i wyjął z niej trochę pogiętą czarną koszulkę z logo Metallici i szare bawełniane skarpety. Wstał i pomaszerował do szafy stojącej po drugiej stronie pokoju. Odsunął drzwi i wyjął z niej czarne bojówki. Z kieszeni wypadły mu drobniaki i czarny, niedziałający już od jakiegoś czasu długopis. Pozbierał wszystko z podłogi i przebrał się. Był już spakowany. Do pokoju wkroczyła Ginny, a za nią wbiegł James krzycząc i po drodze potykając się o kufer Teda.
-Dzisiaj jedziesz do Hogwartu, prawda ?- zapytał
-Tak, dzisiaj zaczynam trzeci rok- odpowiedział chłopak.
- No dalej James, mówiłam żebyś zszedł na śniadanie- powiedziała Ginny
-Mamo, chciałem się tylko przywitać z Teddym- odpowiedział
-No dobrze, ale już idź, a ty Ted też za chwilę zejdź bo grzanki wystygną
-Dobrze ciociu- odpowiedział Ted
Ginny przepuściła James'a przed sobą i wyszła zamykając drzwi. Ted podrapał się po nosie, chwycił kufer, sięgnął po różdżkę leżącą na stole, była to 13-sto calowa różdżka z wierzby, z rdzeniem z włókna z serca smoka. Schował ją do kieszeni, otworzył drzwi i zszedł po schodach. Ledwo co wszedł do salonu, a już poczuł zapach grzanek dochodzący z kuchni umiejscowionej obok owego salonu w którym Ted się znajdował. Chłopak wszedł do kuchni i zobaczył Ginny stojącą przy kuchence oraz James'a, Albusa i Lily siedzących przy stole i wcinających wypieczone na złocisto grzanki. Ted usiadł obok małej dziewczynki. Ginny machnęła różdżką i przed chłopakiem wylądował biały, zdobiony w kwiatki talerz oraz filiżanka kawy. Machnęła różdżką drugi raz, a grzanki uniosły się z patelni i wylądowały na ozdobnym talerzu. Ted chwycił za jedną i ugryzł raz, drugi, trzeci. Po posiłku wziął talerz, dopił kawę, wstał i odniósł naczynia do zlewu. Harry wszedł do przed pokoju.
-Gotowy ?-zapytał
-Jak nigdy-odpowiedział Ted
-To co, jedziemy- powiedział Harry i wyszedł na dwór.
-Cześć ciociu, trzymajcie się dzieciaki- chłopiec pożegnał się, ubrał buty, czarną bluzę z kapturem, wziął swój kufer, otworzył drzwi i wyszedł. Harry otworzył bagażnik, odebrał od Teda kufer i włożył go do środka. Chłopak podszedł do przednich drzwi samochodu które same się przed nim otworzyły i wsiadł. Po chwili Harry też wsiadł i ruszyli do Londynu. Ted przez całą drogę rozmyślał o przyjemnym pokoju wspólnym Gryffindoru, o czerwonych przytulnych fotelach i o kominku. Jego rozmyślania przerwało jednak szarpnięcie oraz słowa Harry'ego:
-Dotarliśmy, pomóc ci wynieść kufer ?-zapytał
-Nie, dzięki, poradzę sobie sam-odpowiedział chłopak, po czym otworzył drzwi i wyszedł z auta. Podszedł do bagażnika, otworzył go i wyjął kufer. Harry także wysiadł i powiedział:
-Odprowadzę cię, obiecałem to twojej ciotce
-Dobrze, więc na King Cross- odpowiedział chłopiec, po czym ruszyli na dworzec. Dotarłszy na dworzec Ted zauważył Freda stojącego z rodzicami. Spojrzał na Harry'ego który mu kiwnął, po czym pobiegł w stronę Weasleyów.
-Dzień dobry !-krzyknął
-Cześć Ted- powiedział Fred
-O, Teddy, dobrze że cię widzę, pomógłbyś Fredowi poszukać różdżki w walizce ? Pociąg odjeżdża za godzinę, a on nie umie jej znaleźć.-powiedział George
-Dobrze, nie ma problemu, ale czy nie lepiej było by zrobić to już na peronie 9 i 3/4 ?-odpowiedział chłopiec
-W sumie masz rację, dobrze, przejdźmy na peron- powiedziała Angelina
Wszyscy po kolei przebiegli przez filar. Ted zdjął kufer Freda z wózka i zaczął szperać. Przeszukał wszystko dokładnie ale znalazł tylko parę petard i gigantojęzycznych toffi, widać było że Fred odziedziczył coś po swoim ojcu.
-Mam, znalazłem !-krzyknął Fred
-No i ? Gdzie była ?- spytał Ted
-W mojej...mojej kieszeni...-odpowiedział chłopiec, w tym momencie na włosach Teda pojawiły się blond pasemka a jedno jego oko zmieniło kolor na zielony.
-Widzę że dalej masz problemy z metamorfomagią ?- spytałą Angelina
-Tak, na to wygląda- odpowiedział
-No dobrze Fred, skoro masz różdżkę możecie wsiadać do pociągu.-powiedział George
-Pa tato, pa mamo-powiedział chłopiec i ucałował każdego z rodziców w policzek
Ted patrząc na tą rodzinną scenę omal nie rozpłakał się, żal było mu że nie znał rodziców, jednak rozpierała go duma z tego powodu że zginęli w obronie Hogwartu, no cóż, pozostało mu żyć z tą świadomością dalej. Wsiadł razem z Fredem do pociągu. Panował tam harmider i hałas. Każdy chciał dopchać się do okna swojego przedziału i pożegnać się z rodziną. Po pewnym czasie zabrzmiał gwizd i Express Hogwart ruszył ku celowi. Ted i Fred usiedli w przedziale z Victoire i kilkoma jej koleżankami. Ted osobiście nie lubił jej bo uważał że jest zbyt arogancka, jednak w głębi duszy zazdrościł jej kochających rodziców. Usiadł w tym przedziale właściwie tylko ze względu na Freda, gdyż Victoire należała do jego rodziny. Dziewczyna co chwilę chichotała z koleżankami, Teda bardzo to irytowało więc przestał zwracać na to uwagę i zajął się oglądaniem widoków przez okno. Fred wyjął z bagażu podręcznego fasolki wszystkich smaków i już chciał poczęstować Teda, ale ten wstał i wyszedł z przedziału milcząc. Fred wstał i ciekawsko spojrzał przed szparę w drzwiach przedziału. Chłopak stał przy oknie na korytarzu opierając się o ścianę. Ted nie wytrzymał, co chwilę wydawało mu się że dziewczyny chichoczą z niego. Fred usiadł i zaczął jeść swoje fasolki. Kiedy prawie dotarli na miejsce Ted z powrotem wszedł do przedziału z prawie niebieskimi włosami. Teraz dziewczyny zaczęły chichotać głośniej, tak głośno że chichot przerodził się w śmiech, i to szyderczy. Ted przewrócił oczami wziął torbę i wyszedł na korytarz. Chwilę później pociąg się zatrzymał i uczniowie zaczęli wychodzić z pociągu. Ted wziął kufer i ruszył w stronę Hogwartu. Dotarłszy tam uczniowie otrzymali polecenie by przebrać się w mundurki i szaty. Ted szedł po ruchomych schodach do wieży Gryffindoru zastanawiając się gdzie jest prefekt. Wszyscy zatrzymali się na 5 piętrze. Po ruchomych schodach biegł niski blondyn w okularach.
-Przepraszam, przepraszam, jestem prefektem-powiedział
Ted zastanowił się, skoro spóźnia się nawet żeby się przebrać to jakim cudem został prefektem. Po chwili po schodach z szóstego piętra schodziła wysoka brunetka.
-Mam na imię Melania i jestem drugim prefektem Gryffindoru- powiedziała stąpając na ostatni stopień.
"Prefekci spóźnili się żeby się przebrać, matko, to będzie z ucztą w wielkiej sali ? Na nią też się spóźnią ?" Chociaż w sumie co go to obchodziło, ich sprawa gdzie chodzą i czemu się spóźniają.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję że się podobało i czekacie na następny rozdział, to do kolejnego posta !
Harry Potter - Historia alternatywna
wtorek, 23 października 2012
wtorek, 16 października 2012
O mnie i o tym co robię- krótko, zwięźle i na temat.
Witam was na stronie mojego fanficku, oczywiście zorientowaliście się w jakim świecie będą mieć miejsce zawarte w nim wydarzenia. Chciałbym wam trochę siebie opisać chociaż trochę, ale żeby was nie zanudzać wspomnę tylko że mam totalnego świra na punkcie Harrego Pottera, czytałem i widziałem wszystkie jego części przynajmniej parę razy. To tyle jeśli chodzi o mnie, mam nadzieję że się wam spodoba, +do następnego posta, w tym jeszcze nie zaczynam, pozdro.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Subskrybuj:
Posty (Atom)